HOROSKOP DZIENNY WAGA

Horoskop dzienny wagaJe­sienne wieczory, wydłużające się z każdym zachodem słońca, skłaniają bo­wiem do wspólnego spędzenia czasu w przytulnych wnętrzach domów, salo­nów czy koncertowych sal. Poszukiwanie kontaktów z innymi ludźmi, a także specyficzna aktywność przejawiana na tym polu, nie powinna nikogo dziwić, wszakże reprezentuję (Waga) kardynalną i zarazem powietrzną fazę, a więc rozwijam w swoisty sposób kardynalną, inicjującą jakość Barana i powietrzne, relacyj­ne właściwości Bliźniąt.

Sytuacja, w której się znajduję, nie jest bynajmniej prosta. Gdyż właśnie osiągnąłem jako Waga półmetek zodiakalnego rozwoju (choć w praktyce rozwój ten jest nieograniczony). Potrafię wprawdzie zaspokoić wię­kszość związanych z moją egzystencją potrzeb, ze zdumieniem jednak odkry­wam, że na ich miejsce pojawiają się nowe, bardziej wyrafinowane i trudniej­sze do zrealizowania.

Przekonuję się, że chcąc zagospodarować życiową prze­strzeń szans, napotykam na przeszkody, których nie potrafię pokonać. Nie można więc być w życiu wyłącznie panem i władcą (Lwem) lub podwładnym czy też krytykiem (Panna), ponieważ autokratyczna (Lew) metodyczność (Panna). A więc doświadczenia wyniesione z faz bezpośrednio poprzedzają­cych mnie w rozwoju, nie wystarczają, by doprowadzić mnie do celu. Pojmu­ję już, że ludzie potrzebują siebie nawzajem. Zarówno by przetrwać oraz po to, ażeby się nadal rozwijać. Powoli staję się więc świadomym uczestnikiem rozgrywających się wokół mnie wydarzeń. Partnerem w przedsięwzięciach dla mnie niezbędnych, lecz przerastających możliwości pojedynczego czło­wieka. W mojej fazie społeczny wymiar działalności człowieka zaczyna wyra­źnie już dominować nad emocjonalnym egocentryzmem indywidualnej eks­presji, właściwej fazom poprzednim.

W następujących po sobie fazach zodia­kalnego rozwoju Baran stawał się coraz bardziej świadomy siebie samego. Nabierając cech świadczących o dojrzewającej stopniowo osobowości. W trakcie kolejnych faz — Skorpiona, Strzelca, Koziorożca, Wodnika i Ryb — w podobny sposób uświadamiam sobie społeczny wymiar wszelkich przeja­wów ludzkiej egzystencji.

Wszelako mój punkt wyjścia jest inny. Jestem bo­wiem znacznie bardziej zaawansowana w rozwoju niż Baran. Reprezentuje on pierwszą fazę ognistą, ja natomiast — drugą fazę powietrzną. Częściej do­strzega się, że symbolizuję określoną fazę stosunków międzyludzkich (powie­trze). Niż to, że po Baranie i Raku posiadam cechy trzeciej już fazy kardynal­nej. Inicjuję więc kontakty bardziej znaczące i trwalsze, niż czynią to Bliźnię­ta. Zresztą najczęściej w taki sposób, iż inni nie orientują się nawet (harmo­nijne działanie Wenus, patronującej mej fazie), że oddali inicjatywę w moje ręce.

Długo potrafię się wahać w drobnych sprawach dnia codziennego, bezskutecznie niekiedy poszukując salomonowego wyjścia. Nic więc dziwnego, że stwarzam niewygodne dla siebie sytuacje patowe. Pozbawiające mnie zdolności do działania. Coraz bardziej znerwicowana od wewnątrz. Wyczekuję na idealnego partnera bądź sytuację, uśmiechając się na zewnątrz, ważąc nieustannie w myśli szanse, alternatywy i decyzje. Jestem trochę jak artysta marzący o idealnej formie. Wprawdzie każde działanie o charakterze społecznym posiada jakąś formę, lecz zazwyczaj daleka jest ona od doskonałości. Stąd tak często zwracam się ku sztuce. Gdyż twórczość artystyczna pozwala utrzymać mój idealizm lub jest jego substytutem.

Formę bardziej konkretną nada moim marzeniom Koziorożec. Posiadający również własności kardynalne lecz ziemskie zarazem. Co czyni go bardziej ode mnie predysponowanym do osiągania rzeczowych, konkretnych przy tym i długofalowych rozwiązań. Ważenie decyzji jest zarazem ważeniem społecznie akceptowanych standar­dów życiowych. A więc fundamentalnych właściwości rzeczy, procesów i lu­dzi.

Nie jestem chyba jeszcze kompetentna do wydawania sądów w imieniu całej społeczności, w której się obracam. Zdolność tę posiądzie Strzelec, bez wahania podejmujący takie decyzje. Jednakże społeczna użyteczność oraz zdolność do harmonijnego działania w grupie to podstawowe kanony wyzna­czające szlak moich wędrówek.

Wierna symbolice patronującej mi Wenus. Przypatruję się światu okiem estety. Gdybym nim rządziła, nie nauka i tech­nika wiodłaby ludzkość ku niepewnej przyszłości, lecz sztuka. Świat przypo­minałby wtedy bardziej Wersal, Łazienki czy Wilanów, nie zaś planetę prze­mocy i wojen.

W stanie równowagi miła i społecznie niezastąpiona, staję się nieznośna po granice ludzkiej wytrzymałości, gdy poszukuję utraconej gdzieś stabilnoś­ci. Problem polega na tym, aby okresy równowagi były przynajmniej w miarę stabilne. Dłuższe znacznie od trudnych do zniesienia (dla innych i dla mnie) okresów mojej destabilizacji. U mniej wyrobionych przedstawicieli mojej fazy te ostatnie okresy są znacznie częstsze. Lecz w przyrodzie również pełna równowaga nie jest stanem permanentnym. Tylko dwukrotnie długość dnia jest równa długości nocy — dzieje się tak właśnie w chwili rozpoczęcia mojej fazy oraz fazy Barana. Potem już noc zaczyna zdecydowanie przeważać, toru­jąc zresztą drogę różnym preferowanym przeze mnie działaniom o charakte­rze towarzyskim.

Wyznaję demokrację, nie robię wszystkiego sama (Panna), ale też nie zrzucam na innych (Lew), lecz pragnę kooperacji. Zgodnie z osią­gniętym szczeblem społecznego rozwoju, zdaję się komunikować: „współpra­cuj ze mną, proszę, ale zrób to tak, jak sobie życzę!” Nie zdaję sobie często sprawy, że w ten właśnie sposób mniej lub bardziej jawnie manipuluję par­tnerem. Co prowadzić może do zaprzeczenia idei partnerstwa.

Wynika stąd, iż niezależnie od mojego nastawienia i chęci, nie uspołeczniły się we mnie in­dywidualne cechy nabyte podczas poprzednich sześciu faz rozwoju. Wciąż nie potrafię zdecydować, czy bardziej zależy mi na sprawowaniu władzy nad in­nymi lub przewodzeniu im. Czy też uczestnictwie w kolektywnej sile społeczeń­stwa, a nawet ludzkości, której prawdziwy sens i znaczenie będzie mi dane poznać w fazie Wodnika. Wydaje mi się, że rozwijam się najpełniej wtedy, gdy powyższy dylemat rozwiązuję przez użycie indywidualnych środków u­społeczniającej się ekspresji dla dobra ludzi, z którymi pozostaję w harmonij­nych i partnerskich relacjach. Jednakże idealizuję stosunki z innymi ludźmi do tego stopnia. Że te, które odbiegają w formie i treści od przyjętego wzor­ca, nie wydają się być dla mnie satysfakcjonujące. Mogę wtedy uruchomić mechanizmy projekcji. A w dalszej konsekwencji zneurotyzować własne zachowania.

Podświadomie dążę (Waga) do polaryzacji żeńskiej energii ing (Wenus) i męskiej yang (Mars). Koniecznej dla osiągnięcia harmonijnych relacji przede wszystkim partnerskich czy też małżeńskich. Baran (Mars) chce dominować, Waga (Wenus) zaś — harmonizować. Rozwiązanie tej dychotomii leży u podstaw każdej społecznie znaczącej interakcji o charakterze społecznym. Na razie jednak bardziej interesują mnie relacje między dwojgiem ludzi niż relacje wielostronne, wobec konieczności których stanę w kolejnych fazach.

Jeśli rozwiążę potencjalne przynajmniej trudności z podejmowaniem decyzji w drobnych sprawach dnia codziennego, potrafię być znakomitym strategiem. Dzięki odpowiedniemu planowaniu wygrywającym bitwę, zanim jeszcze ta została wydana. Znakomicie też czuję się w roli me­diatora, a pełniąc ważne funkcje społeczne powołuję zespoły doradców i chę­tnie zasięgam ich opinii. Pozostawiając sobie nieco czasu na końcowe rozwa­żania i podjęcie ostatecznej już decyzji.

Ciekawe, że każda Waga natych­miast zaprzeczy temu, że jest niezdecydowana, podobnie jak Panna swej drobiazgowości, Byk — uporowi, a Rak — nadwrażliwości. Poślę Ci mój promienny, roz­brajający uśmiech. Lecz choć jest mi tak bliska idea partnerstwa, nie podejmę się rozwiązywania Twoich problemów. Dlaczego tak się dzieje — dla mnie samej pozostaje zagadką.