HOROSKOP DZIENNY SKORPION

Horoskop dzienny skorpionW mojej fazie rozwoju (Faza VIII – Skorpion) trzeba wreszcie spojrzeć prawdzie w oczy. Każdy byt, jak i każde działanie mają swój kres. Umiera więc człowiek, gasną uczucia, niszczeją rzeczy. Czy bezpowrotnie? Popatrzcie na więdnące liście. Opadając nie uśmiercają drzew, nie osłabiają ich nawet, lecz użyźniają ziemię, na której te wyrosły. Gdy po zimowym śnie, pełnej tajemnic hibernacji, przyroda powróci wiosną do życia, ponownie za­zielenią się drzewa, silniejsze jeszcze i bardziej rozłożyste, gdyż odżywione sokami zregenerowanej Ziemi-Matki, wzmocnionej również przez ofiarę zło­żoną jej z zeszłorocznych liści.

W ósmej fazie rozwoju po raz pierwszy sty­kam się ze śmiercią. Lecz zafascynowany nią odkrywam zarazem, że śmierć nie musi oznaczać końca. Może po prostu stanowić preludium do czegoś in­nego, nowego, równie nieuchronnego jak poprzedzająca je śmierć. Nadawa­łem więc (Skorpion) historii trwanie. Wznosząc wśród dźwięków żałobnych dzwonów okrzyk: „Le roi est mort, vive le roi”. To że król umiera, by inny król pano­wać mógł, jest zgodne z naturalnym biegiem historii.

Lecz mniej rozwinięci przedstawiciele mojej fazy głosili, że jeśli ktoś chce panować, pierwej śmierć zadać musi. Nieuchronnie więc wiodę Was ku penetracji pogranicza życia i śmierci. Zawsze zwiastuję bowiem chłód i pewną mroczność, której zdaje się podporządkowywać zamierająca przyroda oraz internalizujący swoją energią człowiek. Nieodwołalnie już powracający do domów i schronisk. Może dlate­go dla wielu ludzi zdaję się być symbolem śmierci, której obawiają się przez całe życie. A przecież właśnie teraz, wraz z wydawałoby się nieodwracalnymi zmianami zachodzącymi w przyrodzie. Odczuwam powiew nieśmiertelności, staję przed szansą uświadomienia sobie swojej pozamaterialnej egzystencji, pozwalającej przezwyciężyć „półświadomy sen” zwany śmiercią. Muszę więc dokonać transcendencji własnego ego. Wznieść się ponad obiekty codziennego pożądania i świadomie włączyć swoją egzystencję w jungowski ocean nie­świadomości zbiorowej. Pytanie, jak tego dokonać, stanowi treść jednej z nieustannie frapujących mnie zagadek bytu. Lecz intuicja podpowiada mi, że Pełniejszą odpowiedź uzyskam dopiero w fazie Ryb.

Z równą pasją potrafię tworzyć i niszczyć, dawać życie i je odbierać, wciąż zafascynowany odwiecznym powiązaniem śmierci z rezurek­cją. Zamiast unikać doświadczeń z nimi związanych dążę ku nim, pragnąc je przezwyciężyć, by wyjść z nich jak odrodzony z popiołów Feniks. Tylko w taki sposób mogę bowiem przybliżyć się do idei nieśmiertelności i zarazem doświadczyć jej w zakresie choć trochę przystawalnym do hibernatyczno-rezurekcyjnych rytmów przyrody.

Wydaje mi się, że podlegam podobnym rytmom, gdyż narodziny moje zdają się być synchronistyczne. Związane ze śmiercią kogoś z rodziny w okresie 1-2 lat poprzedzających poród lub po nim następu­jących. Zaś moja śmierć wiąże się z narodzinami nowego jej członka w tym samym przedziale czasowym, przed lub po moim zgonie.

Cechuje mnie intensywna penetracja natury wszystkich rzeczy i spraw oraz odkrywanie ukrytych przyczyn i przejawów wszelkiej działalności czło­wieka, nawet tej najbardziej odrażającej. Stąd bierze się moja tajemniczości ogromna nieufność wobec świata. Po ludziach spodziewam się zazwyczaj naj­gorszego i z reguły się nie mylę. Optymizmu i ufności nauczę się bowiem do­piero w fazie IX — Strzelca.

Podczas gdy w fazie Wagi odczuwałem potrzebę powołania do życia wspólnoty ludzkiej, a nawet byłem skłonny działać w jej ramach. To w tej fa­zie (Skorpion) muszę się z taką wspólnotą identyfikować. Dążąc do takiego stopnia społecznej unifikacji, jaki osiągam podczas orgazmu.

Zauważam zresztą, że wielu ludzi dąży do całkowitej ze mną identyfikacji bądź też całkowitej separacji, unikając stanów pośrednich. Po prawdzie wynika to może i stąd, że w życiu operuję przeważnie dwoma kolorami i klasami ludzi: czernią i bielą oraz przyjaciółmi lub wrogami. Stanów pośrednich prawie nie uznaję.

Społeczny proces identyfikacji jest zarazem duchowym zaczątkiem formowania się i powstawania określonej cywilizacji. Jej realny i ostateczny już kształt wyłoni się w ostatniej ziemskiej i zarazem ostatniej kardynalnej fazie rozwoju – Koziorożcu.

Intensywność przeżyć dostępnych w tej fazie rozwoju powoduje wykształ­cenie się kilku wyraźnie odmiennych od siebie typów ludzkich: Skorpion – Feniks, Skorpion-Orzeł, Skorpion-Pająk, Skorpion-Jaszczurka.

Jako Feniks stanowię ewolucyjnie najwyższy, choć niezmiernie rzadki produkt mojej fazy Ujarzmione pasje i żądze służą krzewieniu idei miłości i powszechnego braterstwa. Jestem naturalnym guru, uzdrawiaczem, misty­kiem i ascetą zarazem. Zajmuję się duszą i ciałem bliźnich, regeneruję bio­plazmę, dokonuję więc symbolicznej transfuzji krwi, wskrzeszam podupadłe­go ducha, zaś zniewag i krzywd doznanych od „śmiertelnych” nie zauważam ani też nie reaguję na nie.

Jako Orzeł budzę powszechny szacunek, ale i trochę lęku. Z postawy mo­jej przebija szlachetność, uczciwość i odwaga, a wzbijając się wysoko ponad ludzkie słabości i przywary nagradzam zasługi i srogo, lecz sprawiedliwie, ka­rzę za popełnione występki. Przeciwnika pokonuję tak, by nigdy nie był już groźny, lecz się nad nim nie pastwię. Gdy przegrywam, czynię to z honorem i nawet pokonany nie tracę szacunku wroga. Zniewag nie zapominam, ale po­trafię je wybaczyć.

Jako Pająk działam podstępnie i bez litości. Mówią o mnie, że jestem „upadłym Aniołem , ponieważ mam podobne cechy i uzdolnienia jak Fe­niks, lecz świadomie i z całkowitą premedytacją wykorzystuję je przeciwko ludziom, siejąc śmierć i zniszczenie. Cierpliwie — jak pająk — wyczekuję na niewinne i często przypadkowe ofiary. Które wejdą w pole mojego hipnotycz­nego, silnie oddziaływającego wzroku. Jak wampir wysysam z nich zdrową krew (energię). Zostawiając je albo bez życia, albo też bez czucia i woli, zda­ne całkowicie na moją łaskę. Wykorzystuję wszystko: ludzką słabość, niemoc ofiary, naiwność dziewicy, a doznanych krzywd nigdy nie zapominam ani też nie darowuję. Pokonanemu nie pozostawiam żadnej nadziei, gdyż nawet naj­bliższym nie potrafię okazać najmniejszego współczucia. Katem jestem zazwyczaj dla innych, lecz nie mogąc dosięgnąć wroga, sam mogę stać się śmier­telną ofiarą swojej nienasyconej żądzy.

Jako Jaszczurka jestem przede wszystkim ofiarą własnych kompleksów i frustracji, niepewną w dodatku co do charakteru podejmowanych przez sie­bie działań. Jeśli nie starczyło mi sił na niepospolitą szlachetność Orła ani odwagi do czynienia wielkich łajdactw charakteryzujących Pająka. Zamykam się w gorzkiej niechęci do całego świata. Mieszam wtedy dobro ze złem, przeja­wy szlachetności ducha z niskimi pobudkami wiodącymi ku tym przejawom. Na próżno szukając właściwej monety, by odpłacić za wyrządzone zniewagi, których nie potrafię ani zapomnieć, ani też wybaczyć. Tracę więc powoli swo­ją wolność i niezależność, ulegając emocjonalnej posesywności wobec rzeczy (nadmierny materializm) i ludzi (obsesyjna zazdrość).

Jestem wszak przedstawicielem najbardziej ekstremalnej, a zarazem kontrowersyjnej fazy zodiaku. Pomimo to Skorpion-Jaszczurka, a tym bardziej Skorpion-Pająk nie są naturalnym produktem VIII fazy rozwoju. Powinien nim być Skorpion-Orzeł, a to, że jest inaczej, obciąża nie tylko mnie. Ale i całe społeczeń­stwo, gdyż identyfikując się z nim, jestem taki, jak ono. Jeśli jego energia skierowana jest na destrukcję, staję się jej mistrzem i kapłanem. Jeśli toleru­je przemoc, zwielokrotniam ją serią terrorystycznych zamachów. Dopiero więc gdy ludzkość opamięta się i pójdzie za głosem Skorpiona-Feniksa, Skor­piony podziemnego oraz przyziemnego świata — Jaszczurki i Pająki ustąpią — miejsca wzlatującym ku słońcu Skorpionom-Orłom, zwiastunom fazy Strzelca.