HOROSKOP DZIENNY RYBY

Horoskop dzienny rybyNie wiem, czy bardziej ulegam urokowi mroźnej, zimowej aury. Czy też mało wyczuwalnym jeszcze i odległym wibracjom wiosny. Ślad tego niezdecydowania odnajdziecie prawie we wszystkich przejawach mojej aktywności (nie przypadkowo fazę moją symbolizują dwie ryby płynące w przeciwnych kierunkach). Ale siła moja nie w czynach ujawnia się i w działaniu, lecz w „czuciu i wierze”, które z pewnością silniej mówią do mnie „niż mędrca szkiełko i oko”. Bliższa jest mi więc wypełniona emocjami faza Raka, a nawet intensywność przeżyć fazy Skorpiona – reprezentują one bliski mi żywioł wodny – niż doświadczenia faz Bliźniąt czy Strzelca, powietrznej i ognistej w swojej naturze.

Dlatego też występuję w dwóch wcieleniach (lubię to tajemnicze słowo) — jako przedstawiciel ostatniej fazy ewolucji lub reprezentant wstępnego jej etapu. W pierwszym usiłuję poddać się transcendencji, w drugim jeszcze do niej nie dorosłem. W obu — nie najlepiej funkcjonuję w aktywnej rzeczywi­stości, gdyż albo ją przerastam, albo czuję się w niej zagubiony. Zawsze jed­nak ulegam jej wpływom. Jak psychiczna gąbka nasiąkając nastrojami, ży­ciem innych ludzi i tym wszystkim, co mnie otacza. Jestem też skłonny do sa­motności, zupełnej bierności lub ucieczki w iluzję alternatywnej rzeczywisto­ści nierzadko przez alkohol i narkotyki, pozwalające uzyskać mi większej pewność działania. Sugestie znajomych, uniesienie religijne, a nawet upoje­nie alkoholowe zdają się nieść wybawienie od wewnętrznego rozdarcia nie­pewności i pesymizmu. Nadmierna wrażliwość stale grozi mi rolą kozła ofiar­nego wszędzie tam, gdzie nie potrafię unieść odpowiedzialności za swój los. Nawet gdy jestem bardziej rozwiniętym przedstawicielem fazy. Wysoka receptywność wiedzie mnie ku prawdzie poszukiwanej na najwyższych piętrach duchowego rozwoju. Co w konsekwencji stanowi groźbę złożenia siebie w ofierze na ołtarzu tej właśnie prawdy.

Jako rozwinięty produkt (XII fazy – Ryby) doświadczam niewidocznych dla innych aspektów rzeczywistości. jako bardziej prymitywny jej reprezentant czuję się w niej coraz bardziej zagubiony. Wprawdzie przeszedłem przez wszystkie fazy, lecz nie potrafię wybrać własnej drogi życiowej. Być może dlatego że na każdej z nich czułbym się podobnie.

Mam zresztą najsilniej rozwiniętą empatię aktualizującą się w stosunku do wszystkiego, co mnie otacza. Dlatego potrafię dostosowywać się do każdych warunków (inna sprawa, czy będę wtedy szczęśliwy). Rezygnując z potrzeb własnych na rzecz ogółu lub też wymagań określonej jednostki.

Różne elementy rzeczywistości wydają mi się być ze sobą powiązane. Tak, że odczuwam jedność wszechświata (typ zaawansowany). Lub — częściej zre­sztą konfuzję, w rezultacie której nie bardzo wiem, co mam czynić. Jednak zazwyczaj obie postawy występują równocześnie. Jestem więc wrażliwy na los każdego żyjącego stworzenia. Pełen litości wobec cierpiących i potrzebują­cych. A zarazem staję się ofiarą brutalności osobników wykorzystujących wprost możliwości, które niesie ze sobą życie, a jednocześnie możliwości te napawają mnie lękiem, a nawet paraliżują codzienne działania.

Mój pociąg do mistycyzmu, magii czy parapsychologii nie powinien niko­go dziwić. Jest on naturalny, jeśli przypomnieć, że myślenie magiczne zakła­da, iż wszystkie elementy tego świata są wzajemnie ze sobą powiązane, a in­tuicja, będąca silną bronią w moim ręku, mówi mi, że taka jest właśnie natu­ra otaczającej mnie rzeczywistości.

W spolaryzowanej z moją fazie Panny uczyłem się cierpliwości, posłuszeństwa oraz krytycyzmu wobec egocentrycznych impulsów władających mną je­szcze w fazie Lwa. Proces ten można było określić jako symboliczne sypanie ziemi (doświadczenia Panny) na ogień (doświadczenia Lwa). Wszystko to do­tyczyło egzystencji jednostki. Która lekceważąc doświadczenia Panny, miała­by prawdopodobnie problemy, by przekształcić się w istotę społeczną. Har­monijnie funkcjonującą w fazie Wagi. Obecnie sytuacja zmieniła się. Wcho­dząc w fazę Ryby jako Wodnik uspołeczniony. Lecz w rezultacie samotny wiz­joner, nie widzę celowości dalszego kontynuowania tego procesu. Na osiąg­niętym etapie ewolucji nikt z ludzi ani nawet społeczeństwo nie może mi po­móc. Sam muszę bowiem sprostać takim kategoriom, jak śmierć, kosmos ab­solut. Wsłuchuję się więc pilnie w swój głos wewnętrzny. Który jest tym donioślejszy i przydatniejszy, im bardziej wynika z rezultatów harmonijnego wykorzystania potencjałów rozwojowych wszystkich poprzednich faz.

Negatywnym rezultatem doświadczeń fazy Ryby jest indywidualna nieświadomość. Będąca końcowym produktem wszystkich osobistych klęsk i po­rażek odniesionych na zodiakalnym szlaku w procesie adaptacji do środowis­ka. Od szczebla rodziny po zorganizowane społeczeństwo. Od fazy Raka po Koziorożca. Pod jej wpływem wszelkie plany i zamierzenia, jak również ma­rzenia, przekształcają się w psychiczne fantomy. Społeczne frustracje wytwa­rzające introwertyczną, negatywną energię psychiczną. Właśnie w fazie Ryb kompleksy te powinny zostać przezwyciężone (choć oczywiście nie każdemu się to udaje) przez introspekcję. Techniki stosowane przez orientalnych guru, medytacje i kontemplacje. Nigdy zaś pogłębiane przez odwoływanie się do pozornie leczniczych praktyk czarnej magii. Jednakże muszę sprostać nie tyl­ko osobistej nieświadomości, owym frustracjom i stresom. Lecz i nieświado­mości zbiorowej określonej rasy czy kultury.

Jeśli dążenie do świadomości kosmicznej przerasta Ryby, uciekam — po­dobnie jak Rak w przeszłość — we własny świat fikcji i złudzeń. Jeśli jednak potrafię narzucić sobie dyscyplinę, mój rozwój duchowy nie ma kresu. Jako mistyk, medium, filozof czy duchowny także potrzebuję samotnego azylu. Ale odnajduję go w świecie sztuki, teatru., muzyki czy filmu, świecie pozwalają­cym mi przeżywać rzeczy wzniosłe i piękne.

Bo jak mawiał Witkacy.: „Wy­chodząc z teatru człowiek powinien, mieć wrażenie, że obudził się z jakiegoś dziwnego snu, w którym najpospolitsze nawet rzeczy miały dziwny, niezgłę­biony urok, charakterystyczny dla marzeń sennych, nie dających się z niczym porównać”.