HOROSKOP DZIENNY LEW

Horoskop dzienny lewBardzo chętnie opowiem o sobie, albowiem uważam, że moja faza rozwoju (Lew) posiada szcze­gólne znaczenie. (Być może nie tak szczególne, jak to sobie wyobrażam, ale nie mówmy o tym. By już na początku nie smucić mojego dobrego przecież i ciepłego, szczególnie dla od­danych mi ludzi, serca).

Panuję nad światem w dni upalne i słonecz­ne, gdy drzewa i krzewy uginają się pod cięża­rem owoców. Gdy Słońce sięga zenitu, rozgrzewając nieruchome powietrze tak, iż trudno oddychać (Lew — to ognista i stała faza rozwoju).

Człowiek chętnie odstępuje od swoich prac, aby na krótko przynajmniej ułożyć się w cieniu. To samo czynią zwierzęta i zdaje się, że cały świat pogrąża się w chwilowym letargu. Ja również nie muszę się nigdzie spieszyć, więc przypatruję się swemu królestwu z aktywnym dostojeństwem. Nerwowy pośpiech na po­lach poprzedzających jesień, znojny trud żniwiarski i skrzętne zbieranie plo­nów pozostawiam skrupulatnej Pannie, kolejnej fazie rozwoju, ziemskiej i zmiennej w swojej naturze. Ona to właśnie zatroszczy się o to, aby plony tego lata, a później ich przetwory, przyozdabiały biesiadne stoły w trakcie długich, zimowych wieczorów.

Chętnie wzniosę wtedy toast za wszelką po­myślność i mniemam, że biesiadnicy odwzajemnią go, pełni wdzięczności, że właśnie dzięki mojemu patronatowi nad uprawami wszystko na czas trafiło do spichrzy. Bynajmniej nie przeceniam własnych zasług i nie oczekuję spec­jalnych wyróżnień, gdy zasiądę w loży honorowej podczas Święta Plonów. Przypominam natomiast wszystkim tym, których uwadze to umknęło, że je­stem przedstawicielem fazy ognistej i stałej, symbolizowanej przez płomień „spokojny, pełen dostojeństwa, o zabarwieniu złocistym, iluminującym ludzi znajdujących się w jego pobliżu, będący źródłem przyjemnego ciepła i zachę­cający do pozostania w jego pobliżu”. Jestem płomieniem wiecznym (gdyż jednocześnie reprezentuję stałą i stabilną fazę rozwoju), uzależnionym wszakże od rodzaju dostarczonego mi „paliwa”…

Najbardziej stymuluje mnie „paliwo” faz powietrznych, przede wszystkim Wodnika, następnie Bliź­niąt i Wagi, co nie zmienia oczywiście faktu, iż najbliższe są mi (Lew) oczywiście po­zostałe fazy ogniste — Baran i Strzelec.

Faza Lwa zastaje mój organizm nieporównanie lepiej rozwinięty w stosu­nku do fazy Barana. Ten ostatni jeszcze niemal na oślep poszukiwał sposo­bów aktywizacji swoich potencjałów. W trakcie faz Byka, Bliźniąt i Raka sporą ich część potrafiłem już zaktywizować. Panuję więc nad materią (Byk), komunikuję się z otoczeniem (Bliźnięta), odkrywam swą przeszłość (Rak), a teraz ulegam fascynacji własną osobą i w dodatku pragnę, aby inni na równi ze mną jej ulegli. Dopiero na tym etapie rozwoju domagam się społecznego uznania dla swoich działań. Chcę być kimś znaczącym, a nie tylko udawać, że za takiego uchodzę. Fazie Lwa patronuje Słońce i pragnąłbym, by ludzie, po­dobnie jak planety promieniujące blaskiem Słońca, promieniowali moim bla­skiem. W tej to fazie rozwoju zaczynam uświadamiać sobie, że inni ludzie sta­nowią nieodłączny składnik mojej egzystencji. Wprawdzie łączą mnie z nimi różnorakie relacje, ale przeważnie wtedy, gdy uznają oni moją supremację.

Zdolność do partnerskiego traktowania ludzi nabędę już niedługo, bo w fazie VII — Wagi. W przeciwieństwie więc do Barana nie potrafię już egzystować w próżni. Potrzeba mi społecznego uznania i poklasku. Najczęściej uzyskuję aplauz ze strony Barana, zrozumienie Bliźniąt, lecz narażam się równocześ­nie na bierny opór Byka oraz niechęć ze strony introwertycznego Raka.

Powiązanie poczucia bezpieczeństwa ze społeczną akceptacją oznacza oczywiście, że w dalszym ciągu nie czuję się bezpieczny jako istota społeczna. Ponieważ nie potrafię jeszcze kooperować z ludźmi, muszę nad mmi panować lub kierować nimi. Stąd też biorą się moje władcze zapędy. Niekiedy też sprawiam wrażenie siedmioletniego chłopca, który musi wszystkim zaimpo­nować, dramatyzując nadmiernie rozwój wydarzeń, gdyż wydaje mu się, że tylko w taki sposób może zyskać na znaczeniu.

Jak każda faza rozwoju, tak i moja rodzi co najmniej dwa typy Lwa. Gdy ujawniam w ludziach ich szlachetność, odwagę i wielkość, jestem Królem dżungli, Władcą Dobrotliwym lub Pretendentem do Tronu. Stojąc na piede­stale daję ciepło, miłość i sprawiedliwość.

W swojej zaś najmniej rozwiniętej postaci — bo i takie się też zdarzają — jestem Zblazowanym Kacykiem, Prowincjonalnym Aktorem, Napuszonym Figurantem lub Gnuśniejącym Tyra­nem czy też Próżnym Arogantem. W życiu codziennym nietrudno o spotka­nie obu tych typów w bardzo wyrazistej postaci. Można też zauważyć niekie­dy dziwne ich kombinacje.

Cechuje mnie odwaga — nieostrożna niekiedy — szczególnie wtedy, gdy działam wobec widowni gotowej zaakceptować moje postępowanie. Walczę uczciwie, niezależnie od stawki. Jako zwycięzca je­stem wspaniałomyślny i wielkoduszny, jako pokonany pozostaję nadal wy­niosły, starając się porażkę przekuć w zwycięstwo. Mogę poświęcić publiczną dezaprobatę na rzecz osobistej aprobaty. Pod warunkiem jednak, że należę do grupy bardziej rozwiniętych przedstawicieli swojej fazy. Posiadających silne poczucie sprawiedliwości wzmocnione sporą dozą cywilnej odwagi. Skłonny jestem udzielać wszystkim dobrych rad, boleśnie odczuwam jednak to, iż nie i potrafię rozwiązywać własnych spraw z podobną łatwością, jak problemy innych.

Mój autokratyzm stanowi przeciwny biegun dla demokracji, reprezento­wanej przez Wodnika. Nie na darmo jednak rozwojowa fala Lwa (V) spola­ryzowana jest z fazą Wodnika (XI). Największe sukcesy osiągam tam, gdzie udaje mi się ambicje personale (Lew) zintegrować z wyższymi, humanitarny­mi celami ludzkości (Wodnik). Jeśli więc moje idee inspirowane są szlachet­nymi pobudkami, ogień symbolizujący Lwa pali się rzeczywiście złotym, kró­lewskim płomieniem.