Lew – Znak Zodiaku – Ciekawostki

Najtrudniejszy to wybór dla nas (Lew znak zodiaku), najkłopotliwszy zarazem, gdy głos serca i szczęk broni ku lew znak zodiakuodmiennym losom wiodą, miłość lub sławę rychło obiecując. Lwie zaś serce, wielkie i ciepłe, źle znosi pustkę, samotność, milczenie. „Serce” i „szpada” przynoszą od­mianę, wracają nam życie, nadają mu sens — sens poprzez miłość lub sławę poprzez szpadę.

Mając to pierwsze, Lew – znak zodiaku, tęskni za drugim, i na od­wrót, ze szpadą w dłoni śnimy o miłości. Jedno i drugie łączy się ze sobą w powieściach ujawniających archetypowego Lwa.

A jeśli w dodatku autorami ich są reprezentanci tej właśnie fazy rozwoju, cieszą się one nie słabnącym powodzeniem u miłośników gatunku „serca i szpady”. Czołowe miejsce zaj­muje urodzony z początkiem tej fazy Alexandre Dumas (ojciec) (ur. 24 VII, Lew znak zodiaku), autor trylogii poświęconej przygodom trzech muszkieterów oraz twórca po­staci hrabiego de Monte Christo. We wszystkich jego powieściach odnaleźć można całe zastępy archetypowych Lwów, reprezentujących wyższy lub niż­szy poziom rozwoju. Syn pisarza (ur. 28 VII, Lew znak zodiaku, również pisarz) reprezentował tę samą co ojciec fazę rozwoju, choć nieco już osłabioną w swej sile. Mniej więc jest u niego wyrazistych postaci o cechach archetypowego Lwa, mniej szlachetny też klimat, w którym się jawią.

Przed ludźmi nigdy nie zwieszę swej (Faza V, lew znak zodiaku) dumnej głowy, wszakże tylko od nich przyjść może, w przeróżnej zresztą formie, niezbędne dla mej egzystencji uznanie.

Dlatego też — obrazowo mówiąc — nawet w pochmurny dzień nie potrafię stać w cieniu. Dlatego też próżność, bardziej niż jakakolwiek inna wada, może stać się mą achillesową piętą. To właśnie próżność i duma powo­dują wiele wstrząsów. Zarówno podczas niewinnego na pozór flirtu, jak i w od wielu już lat trwającym małżeństwie. Przebaczenia jednak i powroty są rów­nie częste, jak zerwania i pożegnania. Ty także wybaczysz mi arogancję, śmieszną próżność, bałaganiarstwo, a nawet lenistwo, gdyż przyznasz, że ser­ce me to szczere złoto.

Z serca więc będą płynęły wszystkie niezliczone rady i porady dotyczące tego, jak masz się ubrać, co nosić, jeść, czytać, gdzie cho­dzić itp. Pouczenie przybierające niekiedy znamiona bardziej lub mniej mę­czącego kazania jest naturalnym odruchem, podobnie jak uczucie zazdrości. Dlatego też rozdrażnianie mnie okazjonalnym flirtem jest szaleństwem i sa­mobójczą taktyką zarazem. W skrajnym przypadku mogę wręcz pobić chwi­lowego amanta żony lub dziewczyny, a co gorsze, w świętym oburzeniu po­stąpić podobnie z nią samą.

Pamiętaj, ze jestem zbyt wygodny (leniwy), by uganiać się za spódniczka­mi, gdy z przekonaniem koronowałem własną królową, powierzając jej całe swe królestwo.

Z drugiej strony naucz się tolerancji wobec spojrzeń rzuca­nych przez Twego Lwa innym kobietom. Będę się czuł mocno zraniony, jeśli z tak błahego powodu zaczniesz mi dokuczać. Wiesz już przecież, że muszę być dostrzeżony i wyróżniony. Patrzę więc po prostu na to, czy zostałem zauważony i nic się zwykle za takim spojrzeniem, poza odrobiną próżności, nie kryje. Gdy jednak rozpoczynam romans, to tak jakbym szedł na wojnę, z której powrócić mogę wyłącznie z tarczą lub na niej. Taki romans jest wielkim wydarzeniem, a może stać się nawet preferowanym stylem życia!

Gdy wszystko toczy się po mojej myśli, a „grot Kupidyna” sięgnął już celu. Skłonny jestem uważać, że dziewczę zawsze powinno chcieć i móc tylko dlatego, że ja jestem gotowy. Cechuje mnie w tych sprawach, nie tyle egoizm, ile swoisty egocentryzm, odmiennie rzecz jasna manifestujący się na poziomie egzystencjalnym przykładowo Sobieskiego czy też Papkina.

Jako kobieta (Faza V – Lew znak zodiaku) reprezentująca tę fazę rozwoju mam silną świadomość tego ze stanowię towar delikatesowy. A nawet luksusowy, nie zaś pospolity przed­miot codziennego użytku. Pokątnie lub bez świadków przechodzący z rąk do rąk na poznańskim Rynku Łazarskim lub jakimkolwiek innym „pchlim tar­gu .

Trudno więc byłoby mi poślubić człowieka o nazwisku Kowal lub Młot. Gdybym jednak kochała i podziwiała na tyle, by tak właśnie postąpić, szybko przekonałabym go, by zmienił nazwisko przynajmniej na Młociński lub Ko­walski (chociaż, czy mogłabym podziwiać Młota, który sam na to dotychczas nie wpadł?). Nie ukrywam, że po mężu wołałabym nazywać się Czartoryska, Potocka czy też Sobieska. Zresztą nie będzie mi trudno ocenić, czy jesteś właściwym dla mnie partnerem, doceniającym mą wyjątkowość.

Jeśli wolisz się wybrać ze mną kolejny raz na spacer do parku i „tuczyć” przy okazji fryt­kami z pobliskiej smażalni. To wiedz, że nawet podwójna ich porcja nie wzbu­dzi mego zachwytu. Ani też nie podtrzyma zbyt długo tlącego się tylko, być może, uczucia. Przecież tego wieczoru mogliśmy pójść do opery na wieczór Bejarta lub przynajmniej być na premierze kolejnej opery Pendereckiego (ale broń Boże na galerii lub trzecim balkonie). Zaproszenie do loży honorowej przyjęłabym zupełnie naturalnie. Jako wyraz należnego mi szacunku. Bądź pewien, że zachowałabym się tak, jakbym siadywała tu każdego wieczo­ra. Gdybyś jeszcze na ten wieczór zechciał pożyczyć przynajmniej BMW od któregoś ze swoich przyjaciół (przecież musisz mieć takich). Bo z Twego „ma­lucha” niezręcznie jakoś byłoby wysiadać przy głównym wejściu.

A jeśli już chodzi o posiłek, to poza smażalniami frytek jest jeszcze w Po­znaniu „Smakosz”, „Hacjenda” czy też „Bazar”. Gdybyś chwilowo nie chciał się tam udać, powinieneś mieć dość sprytu, by wiedzieć, ze możesz zabrać mnie na znacznie nawet skromniejszą kolację w gronie przyjaciół, którzy docenią moje towarzystwo. Zapewniam, że wcale mnie nie zmartwi, jeśli ilość  komplementów, którymi mnie uraczą, znacznie przewyższy liczbę podawanych dań.

Tylko nie denerwuj się, kiedy będę kokietować twego najlepszego przyjaciela. To przecież takie niewinne, a zarazem tak naturalne dla mojego sposobu bycia. A przy okazji dowiem się trochę o sobie. Szczerze mówiąc, jestem bez wad, choć zdarza mi się niekiedy flirtować z dwoma lub trzema panami. Ale nawet gdy sama pozostaje w centrum uwagi, panując nad nimi jak królowa. Nie w pełni jestem szczęśliwa ani też do końca pewna swoich poddanych. Zresztą częściej zależy mi na tym, by kimś manipulować, niż na tym, żeby go uwieść.

Nic więc dziwnego, że częściej jestem zakochana. Rzadziej natomiast zdolna kochać, brak mi bowiem takiej uległości, poddania się i całkowitego oddania drugiej osobie. Jakie — zupełnie naturalnie w sferze emocji wykazywał np. Rak.

Rzadko też winię siebie za niepowodzenia, częś­ciej dramatyzuję, a nawet podejmuję tragiczną rolę. W rezultacie prawdziwą tragedię wywołuję właśnie takim zachowaniem i wtedy sama tworzę własne nieszczęście. Prawdziwe niezadowolenie, oburzenie lub protest najsilniej i najskuteczniej wyrażam pełnym pogardy milczeniem. Jeśli jestem doceniana i podziwiana, to czuję się dobrze. Potrafię wtedy udzielać porad z tak ciepłym uśmiechem, szczerym zaangażowaniem, oddaniem sprawie i przekonaniem o słuszności tych rad. Że wielu rozmówców odczuwa pewną poprawę lub ulgę już po chwili wspólnej ze mną rozmowy.

Jeśli „rozmowa” trwa dalej, a nawet przekracza granice niewinnego flirtu i zmierza w kierunku „czynienia tej rzeczy”, nie zapomnij o sferach erogennych. Charakterystycznych dla silnie aktywnej fazy Lwa.

Obejmujących prze­de wszystkim kręgosłup i krzyż. Wystarczy, byś przeciągnął wzdłuż kręgosłu­pa paznokciem kciuka, od krzyża po kark lub w kierunku odwrotnym. By po kilku zaledwie chwilach srogi Lew lub dumna Lwica pomrukiwali z ukontentowania.

No cóż, nawet podczas najintymniejszego zbliżenia instynktownie chyba pamiętam, jak dostojną fazę rozwoju przyszło mi reprezentować (Lew znak zodiaku faza V).

Światło więc nie jest mym wrogiem, nie przeszkadza mi, a dla niektórych Lwów jest wprost niezbędne. Oczekuję pewnej uległości ze strony kobiet, przy czym zu­pełnie zadowalają mnie konwencjonalne formy pożycia. (przy zbyt odważ­nych eksperymentach mógłbym się przecież zbłaźnić, a tego właśnie stanow­czo pragnąłbym uniknąć).

Jako kobieta, usiłuję zdominować mężczyzn, choć potrafię też (z trudem) zgodzić się na układ rzeczywiście partnerski. Lepiej wszakże, by partner nie oczekiwał wzajemności. Gdyż podobnie jak mężczyźni tej fazy Zodiaku wolę być tylko stroną przyjmującą tego rodzaju pieszczoty, nie angażując się sama. Odpowiada mi natomiast, jeśli spoglądam na partnera z góry.

„Sercem” więc, Lwie, walcz, nie tylko „szpadą”, jeśli świat nasz ma przetrwać!