HOROSKOP DZIENNY BLIŹNIĘTA

 

horoskop dzienny bliźniętaCzytałem oczywiście to, co Byk powiedział o so­bie w poprzedniej fazie zodiakalnej (to on w ogóle mówi?). Jaki tam z niego Byczek Fernando, a tym bardziej Pogromca Matadora. Przypomina mi on bardziej Milczącego Muła, a w najlep­szym przypadku Woła Roboczego. Który „chyląc ku ziemi poradlone czoło, takie widzi świata koło, jakie tępymi zakreśla oczy”. Jako Bliźnięta natomiast reprezentuję wiedzę, która jest ważniej­sza od mięśni Barana lub pieniędzy Byka. Oraz młodość, co nad poziomy wy­latuje intelektualnie penetrując świat w takim zakresie, w jakim ogarniają go moje myśli. Dzięki temu pojmuję, jak niewielkie rozumienie świata dostę­pne jest Baranowi, którego całym kapitałem jest zasób energii, olbrzymiej wprawdzie, lecz zupełnie nie ukierunkowanej. Już w następnej fazie cyklu Byk szczyci się, że nadaje tej właśnie energii określoną formę przez konsek­wentna realizację praktycznych celów, gwarantujących mu jakoby pełne bezpieczeństwo.

Czym jednak jest poczucie bezpieczeństwa oparte w znacznej mierze na kryteriach i gwarancjach własnościowych? Wymykające się naszej kontroli si y przyrody lub też świadome działania ludzkie mogą w każdej chwili pozbawic nas tego, co posiadamy.

Jeśli rzeczywiście pragniemy czuć się bezpie­czni. Musimy dysponować wszelką możliwą informacją dotyczącą zarówno środowiska naturalnego, jak i społecznego, w którym się obracamy. W następnych fazach cyklu przekonam się, że „wszelka możliwa informacja”, którą udało mi się zebrać, jest zupełnie nie wystarczająca. Nie gwarantuje poczucia bezpieczeństwa bardziej, niż czyniły to mięśnie Barana. Jednakże na moim szczeblu rozwoju właśnie informacyjne sprzężenie zwrotne z własnym środo­wiskiem. Zdolność reagowania na jego zmiany na podstawie wiedzy (Bliźnię­ta), nie zaś wyłącznie energia (Baran). Oraz upór dotyczący jej lokalizacji (Byk), decydują o harmonijnym funkcjonowaniu w jakimkolwiek środowis­ku. Dając w konsekwencji stabilniejsze niż w fazach poprzednich poczucie bezpieczeństwa. Po prostu wydaje mi się, że dopiero znajomość konsekwen­cji takiego, a nie innego, najbardziej nawet celowego użycia energii, ułatwi mi bezpieczną egzystencję. W trakcie prowadzonego przez siebie rozpoznania środowiska przekonam się, że obrane przeze mnie kryteria nie są niezawod­ne. Rozumiejąc to, znajdę się tym samym już w fazie następnej (IV) — Raka.

Jako Bliźnięta (III faza) wraz z Wagą (VII faza) i Wod­nikiem (XI faza) należymy do żywiołu powietrznego. Związanego ze światem relacji, intelektem, gromadzeniem oraz przekazem informacji, uczeniem się i nauczaniem. Wreszcie przystosowywaniem do najbardziej nawet zmieniają­cych się warunków życia.

Te właśnie cechy odróżniają człowieka od świata zwierzęcego, stąd nieprzypadkowo obdarzono nas nazwami spoza Zwierzyń­ca Niebieskiego (na który składają się wszystkie — poza Panną — pozostałe znaki zodiaku).

Podobnie jak trzy rodzaje płomienia symbolizują fazy ogniste: Barana, Lwa i Strzelca, trzy rodzaje podłoża — fazy ziemskie: Byka, Panny i Koziorożca, tak również i w naszym przypadku posłużymy się przykładem, lecz tym razem zaczerpniętym z literatury:

“Jeden wiatr — pędziwiatr!

Fiknął kozła, plackiem spadł,

Skoczył, zawiał, zaszybował,

Świdrem w górę zakołował

I przewrócił się, i wpadł

Na szumiący, senny sad,

Gdzie cichutko i leciutko

Liście pieścił i szeleścił

Drugi wiatr…”

Wiatr-pędziwiatr z wiersza Juliana Tuwima symbolizuje naturalnie Bliźnięta, natomiast drugi wiatr — Wagę. Wodnika zaś symbolizuje silny, lecz nie porywisty wiatr. Wywołujący niespodziewane i specyficzne całkiem efekty, takie jak.: Mgła, rozpędzenie chmur, zerwanie linii telefonicznej, osuszenie zabłoconej drogi, niespodziewanie długi lot szybowca czy też postawienie żagli, pozwalające przemierzyć olbrzymie połacie oceanu. Ponadto wszystkie te efekty nie wpływają na ciągłość, kierunek czy siłę wiatru. Bliźnięta reprezentują więc umysł intelektualny, Waga — artystyczny, Wodnik — intuicyjno-inwencyjny.

Harmonijne więzy pokrewieństwa łączą mnie też ze wszystkimi przedstawicielami żywiołu ognistego — Baranem, Lwem i Strzelcem. Mówiąc obrazo­wo (a lubię mówić), tak jak ogień nie może płonąć bez dostępu powietrza, tak i znaki powietrzne wiele korzystają z inspiracji znaków ognistych. Dlate­go z nimi to właśnie mam najbardziej stymulujące kontakty, choć nie są one tak bezproblemowe, jak relacje w grupie znaków powietrznych.

Niezależnie od podziału na żywioły funkcjonuje, jak wiecie podział Zodiaku na fazy kardynalne, stałe i zmienne. Jeśli fazy kardynalne (Baran, Rak, Waga, Koziorożec) gromadzą energię i rozpoczynają każdy proces. A fazy stale (Byk, Lew, Skorpion, Wodnik) kontynuują proces. Doprowa­dzając go, w zależności od reprezentowanego żywiołu, do charakterystycz­nego punktu kulminacyjnego. To fazy zmienne Zodiaku: Bliźnięta (powie­trze), Panna (ziemia), Strzelec (ogień), Ryby (woda) są dystrybutorami energii. Zapoczątkowują dezintegrację dotychczasowego układu i w spe­cyficzny dla swojego żywiołu sposób przygotowują się do nadejścia kolej­nej fazy kardynalnej.

Cechą wszystkich znaków zmiennych, a moją najbar­dziej, jest szybka i łatwa adaptacja w każdym środowisku. Zadziwia mnie znaczna nieporadność na tym polu wszystkich znaków stałych, szczególnie zaś Byka.

Ogromne znaczenie powyższego podziału wyjaśnię na stosunkowo krót­kim przykładzie. Wyobraźmy sobie sytuację, w której do równorzędnego skrzyżowania podjeżdża równocześnie z czterech stron czterech kierowców reprezentujących kardynalne fazy rozwoju. Sytuacja taka zakończy się nie­chybnie groźnym karambolem, w którym ucierpią prawdopodobnie wszyscy uczestnicy. Przecież pędzącego niemal na oślep Barana, rozbudzonego emoc­jonalnie Raka, świadomego swej hierarchicznej ważności Koziorożca, wresz­cie uwikłanego w ważną społecznie sytuację przedstawiciela Wagi — nic za­trzymać nie może. Kierowcy reprezentujący stałe fazy rozwoju podjadą wprawdzie ostrożnie, ale i zarazem z ogromną determinacją kontynuowania jazdy. W rezultacie cztery wozy zaklinują się tak dokładnie, że żaden z nich nie będzie mógł poruszyć się do przodu nawet o przysłowiowy palec. Byk może czekać w nieskończoność, królewski Lew na pewno nie cofnie się pierwszy — to sprawa honoru i prestiżu. Wodnika zaś i tak nie bardzo obcho­dzi, co się dzieje, a ponieważ sytuacja jest nowa, chętnie się jej przyjrzy. Skorpion natomiast — widzę, że już się uśmiechacie — tak, on z pewnością z drogi nie ustąpi. Tylko my — kierowcy faz zmiennych — ominiemy się z grac­ją i każdy podąży we własnym kierunku, choć każdy kierowany innymi moty­wami. Bliźnięta błyskawicznie uchwycą zmieniający się jak w kalejdoskopie rozwój wydarzeń oraz ich złożoność i wybiorą optymalny, niekonfliktowy wa­riant.

Myślę (to zresztą moje ulubione słowo, jak Barana — JESTEM. A Byka mam), że sprawiam na ludziach takie wrażenie, jakbym przez całe życie znajdował się w nieustannym tranzycie, w podróży z miejsca na miejsce, od jednej osoby do drugiej, a jedne przekonania zmieniał na inne.

Tak istotnie jest. Pozostaję w nieustannym ruchu i wcale nie zamierzam wiązać się zawsze z jedną ideą, miejscem czy człowiekiem. Dopiero gdy nabędę wystarczająco dobrego rozeznania co do ludzi i środowiska, w którym przebywam, zadomo­wię się wtedy na stałe i zacznę pielęgnować wspomnienia z przeszłości. Po­dejmując taką decyzję, która jest przywilejem Raka, znajdę się wszakże w następnej fazie cyklu.

Nie sądźcie mnie jednak zbyt ostro (jak ró­wnież Barana za jego nadmiarowe czasami działania. A Byka za nazbyt rozwi­nięte przywiązanie do świata wartości materialnych). Po pierwsze — jestem dopiero w trzeciej fazie cyklu i nadal wszystkiego się uczę. A zarazem po raz pierwszy zbieram doświadczenia na planie intelektualnym. Po drugie — nega­tywne cechy każdej fazy nie u wszystkich występują z jednakową siłą. Stają się nie do zniesienia tylko u osobników najprymitywniejszych, najmniej roz­winiętych.

Po trzecie zaś — świat emocji, będący domeną znaków wodnych, stanie się moim udziałem w fazie następnej — Raka. Nostalgia, a tym bar­dziej przywiązanie do starej, wytartej marynarki, w którą Rak lubi się prze­brać zaraz po powrocie z pracy, nie są mi jeszcze znane.

Wszędzie tam bowiem. gdzie powieszę swój kapelusz, może być mój dom, wszędzie też będę czuł się dobrze. Dopiero introspektywny Rak, rozpatrujący przeszłość i nie­ustannie wyciągający z niej wnioski, boleśnie odczuwa każde dłuższe rozsta­nie z własnym domem. Ja natomiast nie mam czasu na pomieszkanie w nim, skoro tyle ciekawego nieustannie dzieje się wokół mnie.

Zdecydowanie większą radość sprawia mi wiedzieć coś o wszystkim niż wszystko o jednym. Rzadko więc osiągam wyżyny wąskiej specjalizacji, zna­cznie częściej zdobywam aplauz jako Leonardo da Vinci Dyletantów. Jak motylek przeskakuję z jednego tematu na drugi, tak jak on, zafascynowany innymi, nie rozpoznanymi jeszcze barwami i zapachami.

Z chwilą gdy potra­fię przypisać danemu zjawisku wartość intelektualną, przestaję się nim zaj­mować. Pokusy dnia dzisiejszego znacznie silniej przemawiają do mnie niż najbarwniejsze nawet wspomnienia wydarzeń dnia wczorajszego. Kolejny rozmówca zdaje się być ciekawszy od poprzedniego. Obecne zajęcia bardziej frapujące od zakończonej przed chwilą czynności. Nieustannie pytam „dla­czego” i chyba już ssąc mleko matki musiałem niewyraźnie je pomrukiwać. I z nim to na ustach zakończę prawdopodobnie moją wędrówkę po świecie.

Moja wszechstronność pociąga za sobą pewne niebezpieczeństwa. Są to nie tylko wspomniane już tendencje do zadowalania się płytką i powierzcho­wną wiedzą oraz brak wytrwałości. Lecz również przewrotna niekiedy zdol­ność racjonalizowania własnych poczynań poprzez powoływany ad hoc system logiki pozwalający usprawiedliwić każdą decyzję.

Staram się więc zmieścić w ciągu doby doświadczenia tygodnia, a nawet miesiąca, i w dodatku funkcjonować jednocześnie na kilku poziomach. Przy okazji popadam w cały szereg sprzeczności (z którymi zresztą jako Bliźnięta przyzwyczai­łem się żyć). Gdyż robiąc jedno, chciałbym — jak zwykle — robić już coś zu­pełnie innego. I dziwne to, choć prawdziwe, ale o rozstrój nerwowy łatwiej przyprawi mnie bezczynność lub monotonia. Niż nadmiar aktywności cechują­cy moje poczynania. Wczorajsze zmęczenie znika bez śladu wobec intelektu­alnych pokus, które przynosi ze sobą każdy kolejny dzień.